12 01.2011
0

DJ Hwr

O ile historia i zabytki Pyskowic mogą stanowić ciekawą ofertę dla zwiedzających, o tyle hip-hop w tym niewielkim mieście na Górnym Śląsku niemal nie istnieje. Nieliczni Pyskowiczanie pamiętają dobre czasy breakdance’u, ale wspomnienia te dotyczą odległej przeszłości, więc jeśli ktoś miał okazję zarazić się tutaj miłością do hip-hopu, to ewidentnie były to wpływy z zewnątrz. Dawid „Hwr” Matyjasiak był uczniem podstawówki, kiedy wujek pierwszy raz wręczył mu przegrywane kasety Liroya. Zapewne nie jest to repertuar zalecany dzieciom, ale trafia na bardzo podatny grunt, owocuje zaciekawieniem, a nieco później zamiłowaniem do tego typu brzmień. Hip-hop w Polsce znajduje się u progu wielkiej popularności, ale mimo to sklepy muzyczne nie powiększają oferty z tej dziedziny. Zainteresowani, których jest coraz więcej, muszą sami zadbać o zdobywanie ulubionej muzyki. Nagrania krążą wśród rówieśników Dawida i zjednują sobie coraz więcej entuzjastów. Na wycieczkach szkolnych królują Cypress Hill, Molesta, Kaliber 44 i pierwsze numery DJ’a 600V. Chwilę później większość młodych słuchaczy utożsamia się z muzyką Paktofoniki. Sukces hip-hopu na skalę ogólnokrajową dla wielu staje się asumptem do sprawdzenia własnych możliwości, ale krótki epizod z mikrofonem w dłoni utwierdza Dawida w przekonaniu, że bardziej intryguje go sfera stricte muzyczna. Tak zaczyna się jego przygoda z beatmaking’iem.

Sporo czasu poświęca na naukę i wypracowanie sobie warsztatu, a młodsza o dwa lata siostra, z racji wspólnego pokoju, jest skazana na słuchanie efektów jego pracy i staje się pierwszym krytykiem twórczości. Selekcja przebiega w prosty sposób: siostra otrzymuje słuchawki i nowy bit. Jeśli po chwili słuchania zaczyna kiwać głową, bit się nadaje, a jeśli nie, trafia do szuflady. Tymczasem w Gliwicach, które są bezpośrednim sąsiadem Pyskowic, lokalni DJ’e rozkręcają pierwsze imprezy hip-hopowe. Za gramofonami stoją wtedy Hopbeat i Totenton. Hwr pojawia się na nich nie po to, żeby się bawić, ale jako widz, który podpatruje DJ’ów oraz bawiących się ludzi, pogłębia wiedzę i poznaje tajniki DJingu. Na początku nie może sobie pozwolić na profesjonalny sprzęt – gramofony są za drogie. Nie przeszkadza mu to jednak w doskonaleniu swoich umiejętności; słucha dużo różnorodnej muzyki i nie przestaje robić bitów. Zaczyna też kolekcjonować winyle. Od swojego ojca Dawid otrzymuje płytę kupioną za marne pieniądze na ulicy. Jak się okazuje – jest to wosk jazzowego zespołu Novi Singers. Ta sama płyta w Stanach Zjednoczonych kosztuje krocie, a więc od razu zyskuje miano białego kruka w jego zbiorze, w którym poza rapem jest też sporo funku, soulu i disco.

Wreszcie przychodzi moment, kiedy sprzęt staje się niezbędny; Hwr zatrudnia się w fabryce produkującej okna plastikowe, w której spędza dwanaście godzin dziennie. Męcząca praca przynosi rezultaty – w ciągu dwóch miesięcy kompletuje cały potrzebny sprzęt i wkracza na nowy etap swojej twórczości – zaczyna grać. Inspiruje się DJ’em Revolution i Premierem – jednego ceni za skrecze, a drugiego za bity, ale obaj w pewien sposób stają się dla niego wzorami. Tymczasem zbliżają się wakacje i Hip Hop Kemp – festiwal, na którym Hwr koniecznie chce się zjawić, ale i tym razem na drodze stoi przeszkoda: urlop przysługuje mu co dwa miesiące. Postanawia więc zdobyć L4 i pojechać na imprezę. Niestety w czasie, kiedy Dawid bawi się na koncertach, w jego domu pojawia się kontrola z pracy, która dowiaduje się, że nie jest obłożnie chory, ale po prostu go nie ma. W rezultacie traci pracę, ale w zamian zyskuje coś, co w tym momencie jest dla niego istotniejsze, czyli wspomnienia z bezkonkurencyjnej uczty dla miłośników hip-hopu i niebudzące wątpliwości priorytety.

W 2006 roku ma miejsce pierwsza większa impreza, na której DJ Hwr staje za sprzętem. Odbywa się wtedy Śląski Rap Festival, na scenie pojawia się Koligacja Gie Ka i Ania Sool. Emocje na widok tłumu ludzi są ogromne, ale impreza przebiega pomyślnie, co zwiastuje nowe perspektywy na tym polu. Poza graniem na imprezach Hwr spędza też sporo czasu w istniejącym od kilku lat Studio Problem, a w 2009 roku to miejsce staje się dla niego drugim domem. Zajmuje się realizacją nagrań, robieniem bitów i przy okazji ćwiczy cierpliwość wobec rzeczy martwych, bowiem nazwa studia jest zupełnie nieprzypadkowa. Pod koniec 2009 roku w Kopalni Luiza odbywa się impreza, podczas której Hwr świętuje swoje urodziny. „Sto lat” zaśpiewane przez tłum ludzi potęguje niesamowitą atmosferę górniczego skansenu, ale to nie koniec znaczących wydarzeń tej nocy. W trakcie imprezy, za pośrednictwem Majkela, Dawid poznaje Rahima, a znajomość ta w krótkim czasie owocuje nawiązaniem współpracy. Zasilenie szeregów MaxFloRecords skutkuje nie tylko serią imprez u boku GrubSona, Ostrego czy Molesty, na których DJ Hwr może zaprezentować się szerszej publiczności, ale też nawiązaniem wielu znajomości i przyjaźni. Jako nowicjusz w MaxFlo od początku jest pod wrażeniem rodzinnej atmosfery, która panuje wewnątrz wytwórni, a w 2010 roku słuchacze otrzymują kolejną porcję muzyki, w którą niemały wkład miał Hwr – „Remont Mixtape 2010″ TruKru. W tym czasie jako DJ coraz częściej jeździ na imprezy z reprezentantami MaxFlo – gra na Mazurach z GrubSonem czy w Trójmieście z Rahimem. Ma coraz więcej okazji do współpracy z ludźmi, którch kilka lat wcześniej podziwiał z perspektywy widza i którzy przyczynili się do tego, kim jest jako artysta. Bardzo szybko zyskuje szacunek w wielu polskich miastach. Atrakcyjne plany, zapał i towarzystwo, w którym ostatnio się znajduje zwiastują jeszcze więcej ciekawych propozycji muzycznych w przyszłości. Zwiastują też sporo imprez, podczas których DJ Hwr stanie za sprzętem i rozgrzeje ludzi na parkiecie, być może obserwowany z boku przez debiutujących następców…

tekst: Trine

Przez admin dnia 12 stycznia 2011 12:07
  • Kalendarium
    Polecamy

Subskrybuj

wpisz swój e-mail:

Dodaj Usuń

GrinDesign
Kup album

Wyślij nam swoje demo. Jeśli uznamy, że warto je zaprezentować naszym słuchaczom, to pomożemy Ci do nich dotrzeć.

KLIKNIJ

wersja mobilna